Slonca!!! >> środa, 12 listopada 2008 16:59:05

Jakos tak dzisiaj zyje tym, ze Piotrek mnie zaproisl na osiemnastke. Ja juz mam plan ;D A na razie wpadlam tylko, zeby napisac, ze zyje. Trzymac mi sie. Mam zawalone wszystkie dni w tygodniu, ale wpadne niedlugo:)) ;***
Napisz, co myślisz.
Kolejny wieczor spedzony w Rydze... >> czwartek, 6 listopada 2008 21:21:42
Pisze z Lotwy, z Rygi... Dlatego zero polskich znakow. Jutro po poludiu wylatuje z powrotem do Polski... Wymiana miedzyszkolna, pewnie napisze dopiero po dlugim weekendzie, bo mam zamiar sie zajebiscie bawic:))
Napisz, co myślisz.
Beznadziejaaa... >> środa, 29 października 2008 17:34:10
No więc. Musiałam to zrobić. Jak włączyłam komputer i sobie uświadomiłam, że zjadłam dzisiaj o jogurt i trzy naleśniki za dużo, wypiłam koktajl witaminowy i skierowałam się, żeby to wszystko wyrzygać... Z bolącą szczęką wróciłam przed komputer. Nigdy nie schudnę w ten sposób;/ Na dodatek nauczyłam się na kartkówkę z fizyki z nie tego tematu. Będzie bania na 100%. Na razie dalej ambitna nie bardzo się przejmuję... Jak jutro przez te naleśniki będę ważyła więcej to chyba będę się katować, aż umrę. Wczoraj zrobiłam te 1877 podskoków, co mi dało 235 kcal. To tak, żeby było jasne. Słowa dotrzymałam.
Napisz, co myślisz.
Hot n cold. >> wtorek, 28 października 2008 17:07:33
Hmmm... okropnie się dzisiaj czułam. Mało nie zemdlałam w szkole. Już miałam mroczki przed oczami, zaczynało mi się kręcić i nie miałam siły żeby wejść po schodach. Wtedy zrozumiałam... znowu zaczynam kombinować;/ Znowu odbiegam od tej zdrowej diety na rzecz czegoś innego, czegoś a la pro-ana. Na razie wywołałam furorę w klasie przynosząc gazety o odchudzaniu i tak dalej. Dziewczyny ustawiają się do mnie w kolejce, żeby pożyczyć. Oczywiście nikt nie wie, że się odchudzam, tylko moje dwie najlepsze przyjaciółki. Właśnie- Aśka zaczęła wczoraj pierwszy raz w życiu stosować dietę, jest szczupła, ale od zawsze mi zazdrościła tego... no i ma. Wymyśliła sobie dietę jogurtową. Trzymam za nią kciuki i życzę mojej Gwiazdeczce jak najlepiej, ale już po niej widzę, że długo nie wytrzyma, poza tym jak idziemy korytarzem to co chwilę słyszę od niej "O nie! On ma bułkę!", "O nie! Ona ma paluszki, ja też chcę!". Dzisiaj popełniłam straszny błąd. Po pierwsze to dlatego, że już w drugim dniu tygodnia wykorzystałam jokera. No ale trudno. Przeżyję bez niego do końca tygodnia. Najgorsze jest to, że nie zamierzałam tego zrobić i bym nie zrobiła, no ale... jak zawsze jest jakieś ale. Nie wiem, jak to zrobiłam, bo wydawało mi się, że rano przed wyjściem do dentysty spakowałam sobie odtłuszczony serek wiejski do torby. I zniknął. Chyba został w domu. Miałam zamiar nic nie jeść, ale kiedy zawisła nade mną groźba tego, że lada moment nie utrzymam się na nogach, to kupiłam batonika. 235 kcal. Nie tracę jednak nadziei, bo jak Krzyśka kocham za karę wyskaczę dzisiaj te wszystkie 235 kalorii co do jednej! Choćby mi miały nogi odpaść xDD Jakoś taka bezsilna się czuję. Jak w szkole dzisiaj zapisywałam kolejną rzecz do zrobienia w moim kalendarzu, to dostałam prawie w łeb od Aśki, za tekst: "Boże, jeszcze tyle jeszcze dni muszę żyć?". Zresztą zjadłam do obiadu pieczarki, które były przeznaczone do spożycia do 24.10. Pleśni już trochę było co na niektórych, więc mam nadzieję, że się otruję i umrę. Ciekawie by było.
Napisz, co myślisz.
Let some things remain mysterious. >> sobota, 25 października 2008 11:38:10
Szósty już dzień. Nawet zadowolona jestem. W poniedziałek się zważę po pierwszym tygodniu, to napiszę. A tymczasem:
Poniedziałek:335+320+360+220=1235 kcal
Wtorek:300+310+320+270=1200 kcal
Środa:255+400+345+250=1250 kcal
Czwartek:385+360+385+295=1425 kcal
Piątek:340+350+295+280=1265 kcal
Sobota:390+360+260+285=1295 kcal
To taki wstęp do tego co będzie. Oczywiście codziennie mam treningi. Chodzi o to, żeby podczas ćwiczeń spalić tą nadwyżkę, która istnieje ponad tysiącem. Czyli codziennie 1000 kcal ma być. Nie schudnę inaczej. Zaczęłam wreszcie myśleć. Do tego codziennie 2,5 l płynów. Więc ja dalej wypróbowuję ten sposób... Bo zaskakuje mnie to, że coraz więcej osób odzywa się do mnie na gadu z prośbą, żebym ustaliła im jakiś plan diety. To może ja pójdę studiować dietetykę, co?:P Więc takie menu jak mam teraz wydaje mi się odpowiednie, do tego mam dokładnie wyliczone kalorie i program ćwiczeń. No zobaczymy jak to będzie. Na razie mam metabolizm na pełnych oborotach... ♥
Napisz, co myślisz.
Leave Out All The Rest... >> środa, 22 października 2008 15:05:56
Zawsze, kiedy miałam taki humor, jak mam dzisiaj, to zakończałam dietę. Teraz jakoś się trzymam, może dlatego, że to środa, dopiero 3 dzień... Za moimi plecami toczy się rozmowa pomiędzy Babcią, a moim Tatą na temat tego, że może już by mi kupić mieszkanie w Krakowie. Jakoś mnie to nie interesuje za specjalnie. Tak dzisiaj rozmawiałyśmy sobie z moją Aś, że ostatnio nam się ciężko żyje. To co jeszcze chciałam napisać w poprzedniej notce, a rezultacie zapomniałam, to były naklejki, które mi podpisywał Krzysiek na moich książkach i zeszytach i to zdjęcie, które widzę za każdym razem, kiedy otwieram portfel. hehe:P Już nie raz mnie zresztą powstrzymało od kupienia jakiejś kolejnej głupotki... Skarbuś;*:( Okej. Koniec użalania się nad miłością. Cieszę się, że ją mam. Bo właśnie o czymś dokładnie takim marzyłam, będąc małą dziewczynką, aż do kiedy poznałam mojego Kotka. Tak sobie wczoraj pomyślałam, że oddałabym wszystko, żeby był ze mną już na zawsze i zawsze mnie kochał. Naprawdę wszystko, jest dla mnie na tym świecie ważniejszy niż powietrze...
Więc moja dieta na razie przebiega pomyślnie. Ale to dopiero 3 dzień, więc nie ma się czym ekscytować. W przyszły poniedziałek podsumuję wszystko. Poza tym szykuje się duuuużo dni wolnego. Praktycznie idę do szkoły jeszcze tylko jutro i pojutrze i poniedziałek, wtorek w przyszłym tygodniu i wolne ;DDD Przez te 3 dni do końca przyszłego tygodnia mam wycieczkę klasową, na którą nie pojadę, bo mi się nie chce, a 02.11. lecę do Rygi [Łotwa] na wymianę. Wracam 7.11. no i rozpoczynam cuuudowny, upragniony dłuuugi weekend. Już mi się powoli w głowie układa ten przedział czasowy... Więc tylko 4 dni, a potem 16 dni wolnego ;DD wypasss ;DD no i chyba się szykuje niezły hardcore z niejedzeniem, obym tylko miała siłę naaaa.... no właśnie na coś fajnego, jak wrócę i się wresczie spotkam z moim Krzysiem;D
?
Obiecuję, że następna notka będzie już znacznie sensowniejsza i na jakiś konkretny temat, bo zaczynam się zbierać w sobie:)))
Napisz, co myślisz.
250 Dzień Razem... >> wtorek, 21 października 2008 20:59:54
Uwielbiam w codziennym życiu odnajdywać Twoje ślady. Robiłam to od dawna, ale dopiero dzisiaj na to wpadłam. Po lekcjach zatrzymałam się chwilę przy naszym parapecie. Przejechałam palcami po literkach, za pomoca których symbolicznie napisałeś, że mnie kochasz... Rano budzi mnie nasza piosenka. A to tylko niewielka część Ciebie w moim codziennym życiu. Kidy ucze się matematyki albo niemieckiego to Twoje zeszyty pierwsze lądują na moim biurku. W szkole czesto bawię sie w poszukiwanie notatek, które umieściłeś kiedyś w swoich starych podręcznikach. Czasami znajduję jakieś śmieszne zapiski na dodatkowych kartkach i uśmiecham się sama do siebie. Wszystkie miejsca przypominają mi Ciebie. A mam ich całą panoramę, kiedy rano przedzieram się przez rzeczywistość, siedząc w autobusie spoglądam przez okno słuchając Three Days Grace'a albo Three Doors Downa. Otaczasz mnie z każdej strony. Już czasem zastanawiam się... czy to już koniec tej historii??? Wszystko jest tak jak było, te same miejsca, te same przedmioty. A jednak wszystko jest takie inne. Czuję się jakby mnie też tutaj nie było. Tak często lecą mi teraz łzy po twarzy. Kiedy spojrzę na nasz parapet albo kiedy pomyślę sobie, że tak wiele par jest blisko siebie, a nie potrafią wykorzystać tego tak bardzo jak my potrafimy. Często mówię, że pieką mnie oczy albo zwalam winę na wiatr. Dzisiaj np. kiedy wracałam z zakupów i myślałam o tym, kiedy znowu odwiedzimy nasze jaccuzzi na basenie, upuściłam reklamówkę w efekcie czego mój jogurt grecki i mango znalazły się w kałuży. Potrzebuję jeszcze trochę czasu, trochę czasu by zakończyć to... Aby móc żyć tak jak chcę! Czy Twoje ramię to tylko ramię skoro tak bardzo go potrzebuję??? W moim życiu jest więcej bólu niż radości, nie wiem czy los uśmiechnie kiedyś do mnie się. Nie potrafię zabić tego co do Ciebie czuję. Wiem, że to brzmi, jakbym chciała przestać Cię kochać i przestać tęsknić, ale tak nie jest. Chciałabym tylko jakieś maleńkie znieczulenie, żebym nie musiała tak okropnie cierpieć. To mnie tak strasznie przeszywa, że czasami nie daję sobie już tym rady. (Idę po chusteczki...) Nie widzę sensu żadnego w życiu, bo mam wrażenie, że już nigdy się nie spotkamy. Ja wiem, że to nieracjonalne, że jest zupełnie inaczej, że było nam jest i będzie jeszcze bardziej zajebiście, ale jestem na tyle jakby z epoki romantyzmu, że nie potrafię umysłem opanowac swoich uczuć. Pełna namiętności i wrażliwości. To mnie zabija. Nie potrafię zabić... Chcę kochac całą sobą, więc powiedz jak to zrobić mam? Chce poczuć co to miłość i... naprawdę zacząć żyć! Mam nadzieję, że mój Skarb nigdy nie odnajdzie tego bloga i tego nie przeczyta... to żałosne z mojej strony, że jestem taka słaba. Chociaż nie wyglądam podobno... Zawsze potrzebowałam miłości. Od kiedy pamiętam. Pojebana jestem. To wszytsko moja wina. Wina mojego umysłu. Nie potrafię nim sterować...
Napisz, co myślisz.
Don't take 11 items to th 10 items Express Check-Out Lane. >> poniedziałek, 20 października 2008 17:37:04
Tak sobie pomyślałam... Kurwa! wszyscy przemądrzali pedagogowie i ochmistrze godzą się na to, że dzieci nie wiedzą, czego chcą, natomiast nikt uwierzyć nie chce, mimo naocznej oczywistości tego faktu, że także dorośli wałęsają się po tej ziemi podobni dzieciom, równie jak one nie wiedząc wcale, skąd się wzięli i dokąd zmierzają i że tak samo nie kierują swych czynów ku prawdziwym celom i tak samo podlegają rządom łakoci i łozowej rózgi. <- ostatni wyraz jest aluzją do jednej z satyr rzymskiego poety, czyli Horacego. Ja próbuję nie myśleć tak jak wszyscy. Bo przecież nie wszyscy jesteśmy tacy sami. A ja chciałabym kiedyś móc się powołać na siebie, a nie na jakąś encyklopedię albo książkę filozoficzną. Nawet go polubiłam ostatnio. Zaczęłam gotować. Niezły mam ubaw;D Dzisiaj prawie się spóźniłam na autobus, ale to prawie oznacza, że sobie poradziłam. Jak już mówiłam stosuję teraz dietę Program 5 czynników.Program ten to program dla zapracowanych… „Dieta może być wymagająca czy czasochłonna. Powinna za to zintegrować się z dotychczasowym planem dnia i być mało uciążliwa” – deklaruje autor diety 5 czynników. Dzięki temu nawet najbardziej zajęci aktorzy i muzycy mają możliwość zorganizowania sobie posiłków w czasie dnia i znalezienie czasu na fitness. Jest też dla tych, którzy nie lubią zakazów. ”Harley nie osiaga szybkich efektów przez stosowanie głodowej diety. Wręcz przeciwnie – z niczego nie trzeba rezygnować, nawet z czekolady czy pizzy” - zachwalała dietę 29-letnia Alicia Keys. Harley Pasternak dodaje: ”Surowe zakazy nic nie dają. O twoim sukcesie decyduje to, czy trzymasz się pięciu podstawowych reguł i ruszasz się wystarczająco dużo”. Dlatego w każdym tygodniu można pozwolić sobie na „oszukany dzień” i zjeść to, na co ma się ochotę. Jest również dla osób lubiących proste rozwiązania. Program Pasternaka zorganizowany jest wokół cyfry 5, dzięki czemu łatwo zapamiętać jego proste zasady – przedstawię je w następnych notkach może, jeśli będziecie chciały) Poza nimi potrzeba już tylko zdrowego rozsądku i silnej motywacji…. Kocham;*****
Napisz, co myślisz.
Stosowanie diety musi sprawiać przyjemność - inaczej nie będzie ona działać! >> czwartek, 16 października 2008 18:44:42
Co tam u mnie? Ciągle nie mogę się wyrobić. Ciągle chcę robić tak dużo rzeczy! Rzucam teatr. Nie mam na to czasu. Trzeba tylko jeszcze uświadomić szefa grupy, żeby nie spalić w razie W za sobą mostów. Może wrócę w przyszłym roku. Jak poczuję powołanie:) Krzysiuuu był u mnie na weekendzie. Także się wyszalałam trochę na półmetku i na weselu. Tak mi szybko ten tydzień zleciał, że mi się wydaje jakby dopiero co wrócił do Wrocławia... A ja mam! Mam! Mam coś nowego! Nowy Program 5 Czynników, czyli jak schudnąć w stylu gwiazd. Osobisty trener i dietetyk gwiazd, Harley Pasternak proponuje dietę, która pomaga schudnąć szybko, na długo i ... ze smakiem! Fenomen programu Pasternaka jest bardzo prosty zamiast ważyć porcje i liczyć kalorie, można stracić nadwagę w całkiem nowy, wygodny sposób - lekko, ze smakiem, a przy tym bez efektu jo-jo. "Jeśli właściwie skomponujesz każdy posiłek i będziesz jeść regularnie, reszta zrobi się sama" - twierdzi 34-letni Pasternak. I ma rację - dzięki niemu bez wielkiego wysiłku schudły gwiazdy takie jak Halle Berry, Milla Jovovich, Eva Mendes, Alicia Keys, Rachel Weisz, Mandy Moore, Vanessa Wiliams, Kate Beckinsale i Katherine Heigl, a ostatnio również Jessica Simpson, która w ciągu 5 tygodni straciła 11 kg. Ja w to wchodzę;D A Wy Motlyki moje?:))
Napisz, co myślisz.
Skazana na zwycięstwo. >> poniedziałek, 6 października 2008 20:19:27
Ostatnio się zdziwiłam. Poczułam się jakaś taka wyróżniona. Podczas ćwiczeń rozciągających na tańcach, które zajmują chwilkę, Ulka, moja instruktorka, zazwyczaj przechadza się po baletówce. Kiedyś poprawiała nasze błędy, ale teraz kiedy jest ich coraz mniej czesto ma chwilę, żeby zamienić z nami kilka słów. Pewnej środy puściła więc tekst: "Aga przyszła do Pasji w najgorszym momencie" (Pasja, to nazwa mojego Zespołu Tańca Współczesnego). Ja? Doskonale o tym wiedziałam. Te o 3 lata starsze dziewczyny, które na każdym kroku podcinały mi skrzydła, które zostawały po zajęciach w szatni tylko po to, żeby się na mnie odegrać za uwagi jakie rzucałam na ich temat podczas lekcji tańca. Te spojrzenia pełne pogardy rzucane na mnie kiedy wykonywałam niezgrabnie jakieś ćwiczenie. Bo reszta tańczyła w tym zespole od dawna. Kiedy siedziałam na widowni, byli moimi autorytetami. Podziwiałam ich i śmiałam się z pomysłu mojej mamy, żebym zaczęła chodzić do ich grupy. Potem bałam się odezwać. Im bardziej na mnie naciskali, wywierali presję, kto będzie najlepszy, dyskryminowali mnie i odrzucali, tym bardziej się otwierałam, tym większe miałam w sobie postanowienie, większą ambicję. Więc jednak mam w sobie moc, mam w sobie siłę. Pani Ula powiedziała "Z tyloma osobami rozmawiałam o Tobie i wspólnie zastanawialiśmy się kiedy nie das zrady i nie wytrzymasz." W tym samym okresie co ja przybyło do Pasji jeszcze 8 dziewczyn. Nikt nie został. Zrezygnowąły? Poddały się? Nie podobała im się atmosfera. Były trakowane tak smao obojętnie i chłodno jak ja. Tak z góry. A mi zależało. Zależało mi żeby poprawić swój charakter, żeby nauczyć się tańczyć. Ale to tylko poboczny temat. przetrwać i udowodnić sobie i tym patrzącym na mnie z góry osobom kim naprawde jestem i na co naprawdę mnie stać. "Pomyślałam wtedy sobie" - mówiła Pani Ula - "jaka to będzie dobra tancerka, skoro tak bardzo poświęca się dla tańca". Tyle osób nie wytrzymało. Ja zostałam. Stałam się elitą i tak już zostało. Wylecieli Ci, którzy patrzyli na mnie z góry. potem przychodzili i prosili, aby pozwolono im wrócić. I wiecie co? Na głosowaniu tylko mój jeden głos był za tym, żeby pozwolić im wrócić. Wszyscy inni powiedzieli: "Nie!", chociaż to nie im się obrywało, to nie ich poniżali. A wiecie dlaczego? Bo potrafię nie tylko walczyć, myślę, że potrafię też wybaczać i zwracać uwagę na dobro ogółu, nie tylko na moje. Więc dlaczego mam nie potrafić schudnąć i nie patrzeć na pięknie odstające kości w lusterku? Dlaczgeo nawet jesli idzie mi dobrze zawsze musze rzucić się na jakieś beznadziejnie kaloryczne jedzenie? Teraz dam radę. Będę dążyła i cel ten osiągnę. Jutro się zgłoszę z prezentacji z angielskiego. Trzymajcie mi się;***
Napisz, co myślisz.
Be five minutes early for appointments. >> środa, 1 października 2008 14:44:13
Przeraża mnie moja bezsilność. Naprawdę mnie przeraża! Wparowałam dzisiaj do domu. Pokręciłam się trochę w miare jeszcze zrównoważona (to trochę oznacza 1,5 minuty). Po czym się wściekałam, bo Babcia chciała we mnie wmusić rosół. 5 razy musiałam powtarzać, że nie zjem i nawet agrument, że się chyba zaraz zeżygam niespecjalnie ją przekonał. W końcu rzuciłam sie na łóżko i zaczęłam płakać. Po prostu płakać. Nie pamiętam już kiedy ostatni raz tak płakałam. Zdarzało mi się płakać w trakcie słuchania piosenki, która kojarzyła mi się z tym, że Krzysiek ma wyjechać albo raz nawet ze szczęścia. Ale tak? Ostatnio płakałam tak chyba mając jakieś 12 lat, kiedy zostałam niesłusznie oceniona przez rodziców, którzy niegdyś faworyzowali moje "święte" rodzeństwo. Podniosłam się. Spojrzałam w lusterko. Czarne smugi zarysowały mi się na policzkach. Wygrałam, nie zjadłam rosołu. Obrałam tylko pieczarki do pizzy. I tutaj nowa anegdota, bo Babcia robi na jutro pizzę. Ostatnio, kiedy robiła ją, był chyba sierpień. I to Krzysiek zjadł moją porcję. A teraz? :( Kto zrobi to niepostrzeżenie za mnie? :( Boli mnie gardło. To się za mną ciągnie już od niedzieli. Codziennie biorę 2 tabletki przeciwzapalne, rutinoscorbiny, gripexy i inne cholerstwa. Do tego około 7 tabletek przeciwbólowych. Dostałam dzisiaj 5 z polskiego, ale zwaliłam chyba sprawdzian z angielskiego. "Chyba" - i znowu ta niepewność. "Chyba" i "może" dźwięczy w mojej głowie niczym niewidzialne piętno. Czuję się taka bezsilna! Taka bezbronna bez mężczyzny u mojego boku. Może to dlatego, że mam wrodzoną wolę walki, niezaspokojoną ambicję. Czuję się jak mały robaczek. Dlaczego? Przecież nie dzieje mi się nic złego. To wszystko jest tylko w mojej głowie. A gdzie się podziała ta emancypacja? To usamodzielnienie kobiet. Przecież czytam własnie "Emancypantki" Bolesława Prusa. Efakt jest odwrotny od założonego, z każdą chwila upewniem się że to właśnie On jest mężczyzną. Jednak myśl, która narodziła się w mojej głowie jeszcze w dzieciństwie, że to mężczyzna jest tą opoką, ta siłą i witalnością trwa we mnie niezmiennie do dziś. A jeśli to do Ciebie nie dociera...
Czy Ty nie rozumiesz - mówię sobie w duchu - jaka różnica istnieje między kobietą i mężczyzną? Wszak jesteśmy oboje podobni do siebie jak bliźnięta, a mimo to - porównaj siebie z nim: jego głos, wzrost, spojrzenie, każdy ruch... Jeżeli ja jestem kwiatem stworzenia, on jest jego panem i władcą... A dalej - pomyśl: czym są siły kobiety wobec męskich? Ja, której wiele osób podziwia rozum i energię, ledwie mogę zadbać o siebie samą. Tymczasem mężczyzna utrzymuje siebie i żonę, wychowuje kilkoro dzieci i jeszcze prowadzi fabryki, rządzi państwami, robi wynalazki...
Cieszę się jednak, że wybór odpowiedniego mężczyzny nie jest znowu taki obojętny. Dzisiaj się dowiedziałam, że Łukas,z który nieustannie próbuje mnie zauroczyć zwyczajnie nie zdał do klasy maturalnej i uczy sie w Centrum Kształcenia Ustawicznego. Nic mi nie powiedział! Choć nie dziwię się się właściwie. Koniec tych wywodów. Dzisiaj idę wyskakać kalorie na tańcach...!
Napisz, co myślisz.
Dzień 2. >> wtorek, 30 września 2008 19:14:05
Codzienne zmiękczanie cegły, codzienne torowanie sobie drogi w kleistej masie, która siebie nazywa światem, codzienne zderzanie się z sześcianem o ohydnej nazwie, w psim zadowoleniu, że wszystko jest na swoim miejscu, obok ten sam mężczyzna, te same buty, ten sam zapach tej samej pasty do zębów, ten sam smutek domów naprzeciwko... Jak niechętny byk rąbnąć głową w przeźroczystą masę, wewnątrz której pijemy poranną kawę i otwieramy gazetę, żeby dowiecieć się, co się dzieje we wszystkich kątach szklanej cegły. Nie zgadzać się, by delikatny akt naciśnięcia klamki u drzwi, ten akt, który mógłby wszystko odmienić, przeszedł w zwykły codzienny odruch, do widzenia, kochany, buźka, do zobaczenia.
Ścisnąć łyżeczkę i czuć pod palcami pulsowanie metalu, jego podejrzane ostrzeżenie. Jakże boli odmawianie łyżeczce, sprzeciwianie się drzwiom, negowanie tego wszystkiego, co przyzwyczajenie wylizało do zadowalającej gładkości. O ileż prościej spełnić łatwą prośbę łyżeczki: używać jej do mieszania kawy. Przecież nie ma w tym nic złego, że rzeczy spotykają nas codziennie od nowa i są takie same. I nie to jest ważne, że obok nas jest ten sam mężczyzna, ten sam zegarek i że otwarta książka na stoliku znowu jedzie na rowerze naszych okularów. Cóż mogłoby w tym być złego. A jednak niby smutny byk trzeba pochylić łeb, ze środka kryształowej cegły przepchnąć się na zewnątrz ku temu innemu, tak niedaleko nas, nieuchwytnemu jak pikador, choćby stał najbliżej byka. Dręczyć oczy patrzeniem na to, co przesuwa się po niebie, chytrze podszywając się pod zarejestrowaną w naszym umyśle nazwę chmury. Nie wyobrażaj sobie, że telefon poda ci numery, które chciałbyś nakręcić. Dlaczego miałby ci je podać? Jedyne, co nastąpi, to to, co już przygotowałeś i zdecydowałeś, ponure odbicie twych nadziei, ta małpa, co na stole czochra się i drży z zmina. Rozbij tej małpie łeb, wal od środka ku ścianom i przebij się na zewnątrz. Jest nad nami piętro, a na nim inni ludzie. Jest nad nami piętro, gdzie żyją ludzie, co nawet nie podejrzewają, że istnieje niższe piętro i że wszyscy tkwimy wewnątrz szklanej cegły. Jeżeli nagle mól przysiądzie na brzeżku ołówka pulsując niby błędny ognik, popatrz na niego - ja patrzę, dotykam jego maleńkiego serduszka i słyszę je, ten mól dźwięczy w masie zamrożonego szkła, nie wszystko jest stracone. Kiedy otworzą się drzwi, a ja wychylę się i spojrzę w dół klatki schodowej, będę wiedziała, że tam, na dole zaczyna się ulica; nie jej zaakceptowany model, nie domy już wiedziane, nie hotel z naprzeciwka: ulica - zdyszana dżungla, gdzie każda chwila może runąć na mnie mangolią, gdzie twarze będą stawały się, gdy na nie spojrzę, gdy posunę się o krok w przód, gdy łokciami, rzęsami, paznokciami doszczętnie rozwalę się o szklaną masę cegły i postawię życie na jedną kartę, idąc krok za krokiem po gazetę na rogu.
Jak dobrze, że nie jestem takim szarym człowiekiem... :)))
Bowiem schodzi się ze schodów bez trudności...
kurczę, nie wiedziałam, że potrafię stworzyć taki dołujący tekst.
Co do diety coś tam się ruszyło. Pierwszy dzień bez słodyczy mam za sobą. Dużo wczoraj jabłek zjadłam. A dzisiaj mama nie ugotuje obiadu, bo strajkuje. Pokłócili się z tatą, jak zawsze o brata. Pffff. Nie ważne. Dzisiaj byłam na obiedzie w restauracji, a potem na zakupach. Naciągnęłam mamę na zakury za powyżej 487 złotych. Pierwszy raz mi chyba nie jest głupio z tego powodu:P Ale przeraża mnie rozmiar moich ciuchów:((
Napisz, co myślisz.
Niedziela... >> niedziela, 28 września 2008 11:22:11
Byłam Go dzisiaj pożegnać. Nawet nie płakałam. Silna jestem, cholera:) Zaraz zaczynam się uczyć, trzeba nadrobić ten nieobecny tydzień... zjadłam kilka czekoladek Kinder, na pocieszenie, że w penwym sensie zostałam sama i jogurt. Już teraz zero słodyczy, tylko woda i herbata. No kawa ewentualnie. Ale ja za kawą nie przepadam. Będzie dobrze, zabieram się za rozsyłanie tego nowego adresu bloga...
Napisz, co myślisz.
Motyleczki:)) >> sobota, 27 września 2008 13:33:02
Juro wyjeżdża mój Skarb. Drugi koniec Polski. Wrocław. Już chyba tylko Gdańsk byłby dalej. No dobra, jakoś to będzie. Będę miała większą motywację, żeby schudnąć i żeby się uczyć. I będę miała masę czasu tylko dla siebie. Zabawa w wyliczanie plusów. A dzisiaj mija 400 dzień, jak się wciągnęłam w anę. Od jutra nowa dieta. teraz się trochę zapuściłam. Nie myślałam, o tym, żeby schudnąć tylko o tym, żeby każdą minutę, godzinę spędzić z moim Kotkiem kochanym. Przez 4 dni nie chodziłam do szkoły. W nocy też zrobiliśmy niezły numer. Byliśmy u Krzyśka i po 23 odwoził mnie do domu (pomiędzy moim miejscem zamieszkania a jego jest 13, 5 km), już prawie wjechaliśmy na moją ulicę, keidy wymyśliłam, że napiszę do mamy esemesa, że wrócę po 2, że jesteśmy na dyskotece. I pojechaliśmy z powrotem. Szok. Ok, od jutra biorę się za siebię, obiecuję. Odprowadzam go na dworzec i wracam do diety... :))
Napisz, co myślisz.
Pojawiło się. >> poniedziałek, 22 września 2008 22:02:52
Pojawiło się nowe zainteresowanie, tym razem TEATREM.
Pojawiła się nowa ambicja tym razem naprawdę ambitna.
Pojawiła się prawdziwa przyjaźń.
Pojawiła się nowa myśl o tym, jak schudnąć.
Pojawiło się nowe zamiłowanie do książki, do teatru, do poezji, do sztuki, do muzyki do świata...
Teraz będę już humanistką. Tylko humanistką. Prawdziwą humanistką z krwi i kości. A może aż humanistką! Tak! Na pewno to "aż" jest odpowiednie.
Pojawiła się pewność.
Już nie patrzę na innych.

Napisz, co myślisz.
Szablon wykonała Mała Mi,
przy użyciu grafiki z
Foto Decadent,
a więcej znajdziesz
tu.
DeKaLoG AnY:)
1. Jeśli nie jesteś chuda, to znaczy, że nie jesteś atrakcyjna.
2. Bycie chudą jest ważniejsze od bycia zdrową.
3. Będziesz się głodziła i robiła wszystko co w Twojej mocy, aby wyglądać coraz szczuplej.
4. Nie będziesz jadła bez poczucia winy.
5. Nie będziesz jadła niczego bez ukarania siebie za to.
6. Będziesz liczyła każdą kalorię i ograniczała ich ilość.
7. Najważniejsze jest to, co mówi waga.
8. To proste: chudnięcie jest dobre, a przybieranie na wadze - złe.
9. Nigdy nie jesteś „zbyt” chuda.
10. Bycie chudą i niejedzenie są dowodami prawdziwej siły woli.
Spójrz w lustro i powiedz sobie, że jesteś gruba. Nie wierz w to, co mówią inni. Oglądaj zdjęcia chudych dziewczyn i zostań taka jak one. Nie myśl o jedzeniu, nie jedz. Jedzenie sprawi, że utyjesz. Każde jedzenie tuczy. Pij dużo wody. Przymierzaj ubrania o dwa numery za małe, zmotywuje Cię to do niejedzenia, by do nich schudnąć. I nie płacz. Płacz pokazuje, że nie masz nad sobą kontroli.
Recipe: Anorexia.
The recipe you're about to make is an acquired taste.
Ingredients: 1 cup low self-esteem
2 cups self-control
3/4 cup determination
1/2 cup strenght
1/2 cup solitude
2 doses routine
3 portions secrecy and lies
2 doses jealousy
WAŻNE RADY:
1. Nie jedz, gdy patrzą.
2. Staraj się jeść w samotności.
3. Jedz przy kimś tylko wtedy, gdy musisz mieć świadków. Niech myślą, że wszystko jest OK.
4. Jeśli ktoś patrzy jak jesz, udawaj, że naprawdę to robisz. Rozmawiaj dużo podczas jedzenia - odwrócisz w ten sposób uwagę innych. Wstawaj i odchodź od stołu, sprawiaj przy tym wrażenie, jakby coś ważnego właśnie ci się przypomniało...
5. Jeśli podczas jedzenia ktoś cię obserwuje, udawaj, że jesz. Później wypluj jedzenie do kubka, kiedy będziesz "pić".
6. Przesuwaj jedzenie na talerzu, baw się nim. Rozdrabniaj na coraz mniejsze części, bierz na widelec i odkładaj w nieskończoność...
7. Do chowania jedzenia nadają się duże kieszenie, szerokie rękawy... Zależy od inwencji.
8. Zupę można wylać do kubka trzymanego pod stołem, a potem... Ale najlepiej wlać ją z powrotem do garnka.
9. Serwetki, chusteczki, papier śniadaniowy też dają radę.
10. Postaraj się niczego nie połykać. Weź trochę jedzenia w usta (zapamiętaj i określ jego smak, zapach itp.), po czym wypluj je - poczujesz się mniej więcej tak jakbyś rzeczywiście to zjadła, a i ochota na dalsze porcje minie.
11. Krzątaj się po kuchni, kręć się wokół jedzenia, zaglądaj do lodówki itd. Wszyscy będą przekonani, że ciągle jesz i nikt niczego nie zauważy.
12. Często jest tak, że jedynym sposobem na uniknięcie jedzenia jest robienie posiłków dla innych - jeśli nie umiesz gotować - nic straconego: możesz wobec tego zaproponować robienie kanapek dla wszystkich.
13. Absolutnie nie jedz nic po godzinie 19.00! Wieczorem z reguły pojawia się uczucie głodu. Musisz je powstrzymać - to najpoważniejsza próba dla ciebie. Zrób sobie gorącej herbaty i postaraj się wyciszyć, uspokoić.
14. Na imprezach trzymaj się raczej z dala od jedzenia. Nie użalaj się pod wpływem alkoholu nad sobą, ani nie gadaj o żadnej diecie...
15. Kiedy ktoś Cię częstuje, zawsze odmawiaj. Mów stanowczo "nie, dziękuję", a jeśli ten ktoś nalega, przekonaj go, że naprawdę nie jesteś głodna, albo że już jadłaś. Na imprezach bardzo dobrze się sprawdzają "problemy żołądkowe", "głodówka po zatruciu pokarmowym", "wizyta u dentysty", itp. Wszystko zależy od twojej wyobraźni. Nikt nie będzie wmuszał w ciebie jedzenia i alkoholu, a wszyscy będą ci współczuli.
16. Przekonaj innych, że masz alergię na niektóre składniki potraw (np. mak, orzeszki).
17. W ogóle najlepiej unikaj miejsc, w których można zetknąć się z jedzeniem.
18. Mów, że jesteś chora i nie masz apetytu. Proste, ale daje efekty. Organizm potrzebuje swojej energii na walkę z drobnoustrojami zamiast na trawienie i tak dalej...
19. Zawsze miej na ustach błyszczyk. Odzwyczaisz się od podjadania między posiłkami i każdorazowo pomyślisz dwa razy zanim coś weźmiesz do ust, bo będziesz pamiętać o nałożeniu go ponownie.
20. Nie zagryzaj stresów! Kiedy się denerwujesz, nie sięgaj po jedzenie. Wyjdź na chwilę na świeże powietrze, pooddychaj głęboko i poczekaj, aż emocje opadną.
21. Jeśli jesteś bardzo głodna, wyjdź na spacer z psem, by nie znajdować się w pobliżu lodówki. Nie zabieraj ze sobą żadnych pieniędzy.
22. Kiedy wychodzisz z domu, powiedz rodzicom, że zjesz coś na mieście, żeby nie martwili się o ciebie.
23. Nigdy nie wychodź z domu głodna. Napij się chociaż mięty przed wyjściem.
24. Pozostawaj długo poza domem, wtedy unikniesz jedzenia. Możesz pójść po szkole do biblioteki (gdzie jedzenie będzie poza twoim zasięgiem), na zakupy albo odwiedzić przyjaciół.
25. Kładź się wcześnie spać. Wówczas nikt nie będzie w stanie zmusić cię do jedzenia.
26. Wstawaj późno, unikniesz wówczas dużego śniadania. Będziesz musiała w pośpiechu wyjść z domu zabierając tylko coś do przegryzienia na szybko. Poza tym wczesnym rankiem zazwyczaj jest chłodno, dlatego łatwiej skusić się na małe co nieco.
27. Zamiast zjadać śniadanie w domu, zabieraj je ze sobą do szkoły. Możesz wyrzucić je na przystanku autobusowym, albo nakarmić bezdomnego pieska na ulicy.
28. Zacznij prosić o pieniądze na śniadania. Zamiast jedzenia, kup sobie coś fajnego. Jedzenie przecież przygnębia.
29. Zabieraj jedzenie do swojego pokoju.
30. Kolekcjonuj słodycze - nie papierki po nich.
31. Zrób sobie kolczyk na języku - wtedy nie będziesz mogła jeść przez kilka dni.
32. Stosuj jednodniowe głodówki raz w tygodniu.
33. Zamykaj się w pokoju zapewniając, że masz dużo nauki. Potem ćwicz do wieczora.
34. Cały czas staraj się być czymś zajęta, by nie myśleć o jedzeniu.
40 POWODÓW, DLACZEGO WARTO BYĆ CHUDYM:
1. Czujesz się bardziej dowartościowana, kiedy na ulicy obejrzy się za tobą jakiś przystojniak.
2. Możesz iść do sklepu kupić bluzkę, która ci się podoba a jest tylko w jednym "małym" rozmiarze.
3. Mama i ojciec nie ględzą ci ze wyglądasz jak prosiak.
4. Nie wstydzisz się pokazać w kostiumie kąpielowym.
5. Masz więcej energii i siły witalnej.
6. Cieszysz się, kiedy po miesiącach odchudzania nosisz rozmiar 28 a nie 33.
7. Każdy prawi ci komplementy jak świetnie wyglądasz.
8. Czujesz się dobrze w swoim ciele.
9. Czujesz się dowartościowana, kiedy patrzy na ciebie gruba baba a ja wzrok mówi, "ale ona jest chuda, ja tez chcę".
10. Możesz ubrać to, co chcesz i nie wyglądasz grubo, wszystkie ciuchy świetnie leżą.
11. Wszyscy ci zazdroszczą.
12. Czujesz się dowartościowana - znasz swoją wartość i moc - wiesz na ile cię stać.
13. Chudsza = lepsza.
14. Wraz z ubytkiem wagi wzrasta pewność siebie.
15. Masz kości "na wierzchu" a to jest piękne.
16. Czujesz się lekko i dobrze ze sobą.
17. Nie masz obrzydliwych fałd tłuszczu i możesz nosić obciśle ubranka.
18. Nie wstydzisz się nagości.
19. Masz wszystko w dupie, bo jesteś najładniejsza.
20. Nie toczysz się po chodniku.
21. Jesteś pewna siebie.
22. Twój facet nie sapie podnosząc cię.
23. Masz więcej kasy na ciuszki, kosmetyki.....itd.
24. Nie masz strachu przed dotykiem.
25. Czujesz, że panujesz nad jedzeniem, nad sobą, nad swoim ciałem, że masz siłę.
26. Jesteś kimś dla siebie samej.
27. Umiesz spojrzeć w lustro i powiedzieć jest dobrze.
28. Możesz popracować jako modelka, kiedy kasy brak...
29. Możesz bez problemu przejść np. Pomiędzy ciasno ustawionymi krzesłami.
30. Nie zazdrościsz chudszym laskom.
31. To facet stresuje się, gdy rozmawia z tobą, (bo jesteś taka ładna) a nie ty, gdy chcesz poderwać faceta.
32. Ludzie mają cię za perfekcjonistkę, bez jednego włoska na bluzce, albo pyłku po cieniu do powiek na policzku.
33. Śliczne ciuszki w rozmiarze xs nie leżą na dnie szafy tylko idealnie na tobie.
34. Wszyscy zazdroszczą ci takiej silnej woli.
35. W lecie jest ci chłodno, a w zimie zawsze można włożyć cieplejszą kurtkę.
36. Ludzie patrzą na ciebie inaczej. I lepiej oceniają. Zdecydowanie!
37. By stanąć przed lustrem nago i powiedzieć z uśmiechem na twarzy "chude jest boskie".
38. By dumnie i prosto kroczyć ulicami i śmiać się innym prosto w twarz.
39. Jakie oczęta robią ludzie, którzy widzieli cię wcześniej przed "dietą".
40. By wreszcie być szczęśliwym...
POMOCNE...
Za każdym razem gdy zapragniesz coś zjeść spójrz w lustro...
i zobacz jak bardzo jesteś niedoskonała...
Jak wiele Ci brakuje...
Jesteś nic nie warta skoro nie możesz zapanować nad własnymi pragnieniami.
W życiu nie osiągniesz nic, jeżeli nie potrafisz osiągnąć czegoś co zależy tylko od Ciebie.
I pamiętaj, On jest tego wart...
Nawet jeżeli nie wymaga tego od Ciebie, to zasłużył na kogoś perfekcyjnego, bo jest idealny.
...:::Naturalne pożeracze kalorii:::...
---JABŁKA---
Jabłka zawierają bardzo dużo pektyny, która sprawia, że zjedzona potrawa pęcznieje w żołądku. Dzięki temu dłużej towarzyszy Ci uczucie sytości. Dodatkowo pektyna wspomaga trawienie i znacznie przyspiesza proces usuwania tłuszczu z organizmu.
---PAPAJA---
Papaja doskonale wspomaga przemianę materii i znacznie przyspiesza spalanie białka. Dzięki niej możesz zjeść plasterek lub dwa wędliny więcej i nie przytyć. Owoc ten zawiera również dużo błonnika, który cudownie wpływa na funkcjonowanie jelit.
---IMBIR---
Imbir to nie tylko lubiana przyprawa, która uchodzi za afrodyzjak. Korzeń ten wspomaga również oczyszczanie organizmu i odprowadzanie szkodliwych substancji.
Co z tego wynika?
Pij częściej imbirową herbatkę lub doprawiaj jedzenie imbirem. Na efekt nie będziesz długo czekać!
---TRUSKAWKI---
Te owoce są magazynem witaminy C, dzięki czemu znakomicie spalają tłuszcz. Pektyna - ta sama, która występuje w jabłkach - obecna jest również w truskawkach. Dlatego warto zastosować truskawkową dietę - sprawi, że zbędne kilogramy po prostu się rozpłyną.
---SZPARAGI---
Oczyszczą Twój organizm lepiej, jeżeli będziesz je jadła bez soli.
Wskazówka: pij wodę ze szparagów, bo usuwa ona toksyczne substancje!
---ANANAS---
Wyraźnie przyspiesza on spalanie tłuszczu.
Zapamiętaj: kto często wprowadza do jadłospisu kilka plasterków pysznego ananasa, ten szybko będzie się mógł pochwalić płaskim brzuszkiem.
---ARBUZ---
Arbuzy są prawdziwym skarbem pomocnym w odchudzaniu. Nie powinno ich zabraknąć również w Twoim jadłospisie. Dlaczego?
Ponieważ te owoce składają się w 90 procentach z wody, która gasi pragnienie i doskonale oczyszcza organizm. Co więcej witamina A, którą zawiera arbuz, odmładza skórę. A to wszystko prawie bez kalorii.

CO ZrOBiĆ ABy WyGRAĆ Z NAPADEM???
-wyjść z domu na spacer
-pomyśleć o czymś miłym
-tańczyć
-umyć zęby
-pomyśleć o skutkach i o naszym poczuciu przed a po napadzie
-spojrzeć w lustro
-wejść na swojego bloga o odchudzaniu:)
-pomyśleć, że wszystko się zepsuje biorąc cokolwiek do ust
-z góry ustalić sobie okropną karę!
Pro-ana nie oznacza, ze promujemy anoreksję, albo że któraś z nas chciałaby zachorować.
Pro-ana, to styl życia, dażenie do doskonalości, perfekcji, panowanie nad sobą i nad wlasnym ciałem, nienawiść do jedzenia, a przede wszystkim - chęć bycia CHUDYM.
Pro-ana (pro-anorexia = "za anoreksją") – ideologia, w której dążenie do chudości jest postrzegane jako droga do ideału (ang. Starving For Perfection – głodowanie dla perfekcji). Jest to styl życia, który traktuje anoreksję i inne zaburzenia odżywiania nie jako chorobę, lecz jako alternatywny sposób odchudzania będący po części świadomym wyborem[1].
Jednym z haseł ruchu pro-ana jest zdanie Christophera Marlowe, quod me nutrit me destruit – "to, co mnie żywi, niszczy mnie". Osoby związane z pro-ana mają często niską samoocenę i nie mogą znieść widoku swych ciał w lustrze. Pro-ana idzie też w parze z nienawiścią do jedzenia, traktując tą czynność jako zbędną konieczność.
W pro-anie ważna jest motywacja do zrzucania kilogramów. Na stronach poświęconych temu zagadnieniu znajdują się działy z materiałami mającymi zmotywować do dalszego chudnięcia lub utrzymania niskiej wagi. Thinspirations (ang.: thin – chudy/a, inspiration – inspiracja) to zdjęcia wychudzonych kobiet, które mają stanowić wzór do naśladowania, ideał stojący na końcu drogi przez diety i głodówki. Najczęściej na liście thinspirations pojawiają się Kate Moss, Calista Flockhart, Mary-Kate Olsen, a także Twiggy – modelka, od której 40 lat temu zaczął się trend na kobiety w rozmiarze XS. Motywacją mogą być też teksty, piosenki, cytaty albo zdjęcia otyłych osób. Pokazują jak okropne jest życie, kiedy ma się grube uda. Na jednej ze stron umieszczono fotografię kawałka ludzkiego tłuszczu jako dosadną terapię szokową dla niepewnych swojego wyboru dziewcząt.
W pro-anie upatrywany jest sposób na szczęśliwe życie i osiągnięcie ważnego celu. Autorzy stron często otwarcie mówią o możliwości utraty zdrowia, równocześnie namawiając do głodowania i podając szereg powodów, dla których mimo wszystko warto to robić.
Głównym miejscem publicznego funkcjonowania ruchu jest internet. Rebecka Peebles z Uniwersytetu Stanforda opublikowała badania, wg których fakt znajdowania w sieci wspólnoty gloryfikującej anoreksję i wspierającej się nawzajem jest czynnikiem pogłębiającym chorobę[2].